Maciej Plater-Zyberk
BLOG, PROJEKTY, PORTFOLIO

0
21-10-2016 23:04
Kończy się rok 2016 a ja znów na zimę zabieram się do pisania. W tej grafomańskiej recydywie znajduję zazwyczaj umysłowe oczyszczenie, niekiedy służy to poukładaniu własnych myśli w złożonych kwestiach, jak ta wczorajsza o zadowoleniu z życia zawodowego, z której wyszedł tekstowy koszmarek, a dodatkowo, gdzieś z tyłu głowy oczywiście jestem po prostu łasy na odsłony, komentarze i polubienia.

Przez lata napisałem masę niepotrzebnego tekstu. Żeby odnaleźć te zapiski trochę się trzeba "nachodzić" po internecie. Tutaj zbiorę wszystkie źródła, bo niedługo mogę o nich zacząć zapominać.

Początki
Kiedy jeszcze byłem nastolatkiem, a w sieci pojawił się blog.pl, nie mogłem się oprzeć, by nie założyć konta i nie zacząć pisać o tym, jakie to życie jest trudne, kiedy jest się młodym, "dojrzałym" gimnazjalistą, czy co to tam był za okres w moim życiu.

Niestety tamto źródło to już tylko legenda. Linku brak, to po co o tym w ogóle wspominam? Żeby zaznaczyć, że werwę do pisania miałem zawsze. Żeby było ciekawiej, zawsze miałem nieodparte wrażenie, że są to mądrości, z których świat, o ile się o nich dowie, będzie czerpał garściami. Tak, mam wieczne parcie na szkło Waszych ekranów. Dodatkowo warto wspomnieć, że zakładałem chyba wszystkie możliwe konta, jakie można było mieć. Zatem skoro można było mieć blog, to go miałem. Do dziś niestety walczę z obsesją, że coś mnie może ominąć. Przeciwdziałam jak tylko mogę. W ten sposób w młodym polskim internecie posiadałem, nie wiem po co, chyba z 7 kont pocztowych. Było moje wtedy ulubione wp.pl, był onet, interia, reszty nie pamiętam. Zresztą mniejsza o to, do brzegu, panie, do brzegu.

Zastosuję tutaj złowieszczy zabieg ustawienia zawartości w chronologicznym porządku, aby większość najciekawszych moim zdaniem linków zostawić przy końcu tekstu.

2010
To było coś na zasadzie postanowienia noworocznego (i ten trend był powtarzany). Nic wybitnego - pisać dziennik. Zapisywałem w nim także swoje przemyślenia, ale w gruncie rzeczy są to notatki z codziennych czynności, na dodatek zapisane zazwyczaj w taki sposób, że nawet mi jest to teraz trudno rozszyfrować, kiedy to czytam.

To był chyba jedyny "projekt" osobisty, jaki udało mi się spiąć. Nie bez potknięć, ale mając te dokładnie obrane ramy czasowe i 365 dni na realizację, było łatwiej. Był jasny początek, i wiedziałem kiedy nastąpi koniec. Wiele dni opisywałem regularnie wieczorami, a w czasie, kiedy nie miałem możliwości robić tego codziennie, zbierałem notatki, by później opisać wszystko w pakiecie. Były chwile załamania i beznadziei, swoją drogą odczuwanej całkiem słusznie w stosunku do wartości "projektu", ale nie poddałem się. Wraz z opisem imprezy sylwestrowej dziennik zakończył się.

Przełom 2010/11
Nie wiem jakim cudem miałem czas na to, żeby oprócz dziennika zacząć pisać (subiektywnie, co niewątpliwie odkrywcze!) o wybranych tematach. No ale był sobie taki oto blog, który zamknąłem po pół roku.

2012
Bardzo chciałem powtórzyć ten niewątpliwy osobisty sukces wytrwałości w postanowieniu z 2010 toku. I nigdy więcej nie miało to miejsca. Aby uzupełnić historię - w 2011 chciałem także codziennie tworzyć. Prosty rysunek, wizualizacja jakichś pomysłów, może zdjęcie, a nawet screenshot. Cokolwiek, byle na co dzień. Poddałem się po 186 dniach, mając za sobą i tak serie niewykonanych prac, kończąc z liczbą osiemdziesięciu dwóch grafik. Dziennik 2012 natomiast zakończył się jeszcze w styczniu po zaledwie 21 wpisach.

Bonus. W lutym 2012 popełniłem tekst o filmie Iron Sky, którego proces powstawania śledziłem przez długi czas.

Dodatkowo na tej samej stronie znajdziecie 3 inne moje teksty. Tym razem linka nie podaję. To będzie bonus tylko dla najbardziej wytrwałych i uważnych. Na SIC! Szczecin należy szukać Michała Jasińskiego.

2013
Pierwotnie blog wisiał pod domeną z końcówką .net, później, aby nie generować niepotrzebnych kosztów, porzuciłem domenę i nie wiem w sumie dlaczego wpiąłem ją jako subdomenę mojej strony firmowej.

Jak się łatwo domyślić, ten blog był moim pierwszym (i jak na razie jedynym) blogiem tematycznym. Słowami młodego męża opisałem w nim kilka kwestii, które wydały mi się ciekawe przy organizowaniu niskobudżetowego wesela. Kilka porad, trochę argumentów i opinii. Miała to być kontra w stosunku do powszechnie panującej (wciąż) mody na huczne, drogie i zazwyczaj tandetne weseliska.

2014 i 2016
W czternastym roku XXI stulecia założyłem kolejny adres z nadzieją na nowy start i nową jakość. Obie te rzeczy się udały, tylko że przestałem pisać z pierwszym dniem lutego, mając na koncie, uwaga... 5 (słownie: pięć) wpisów. Przynajmniej tym razem nie były to tylko opowieści o zjedzonych pierogach i moim stanie zdrowia i snu. Założyłem, że opisu godne będą tylko te dni, które wniosą coś więcej, jakiś temat przewodni, a więc coś wartego zapamiętania.

Bonus. W grudniu 2014 popełniłem tekst, który wysłałem do antyweb.pl i został tam opublikowany. Warto zajrzeć, jeżeli interesuje Cię moja interpretacja i przemyślenia, jakie wywołał teaser do VII części Gwiezdnych Wojen

Wracając - na początku tego roku ('16) zreanimowałem ten sam adres, aby nie kombinować z kolejnymi tworami. Tym razem jednak zdecydowanie chodziło o moje długotrwałe, trwające jak się okazuje już cały rok, złe samopoczucie. Nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że porzuciłem dziennik 02 lutego 2016? Na liczniku były 34 posty, licząc "pilotażowy", będący wstępem i skrótem roku 2015, w którym nie realizowałem chyba żadnych pisarskich projektów. Jak się przeczyta "wpis zero", to raczej będzie wiadome z jakiego powodu.

2016
W tym roku zawitałem także nieśmiało na Medium, aby sprawdzić jak się czuję w dłuższych formach w obcym języku. Na wirtualny papier przelałem jak dotąd tylko 3 krótkie teksty o sprawach, które mną targają. Tutaj jest chyba najdojrzalej, a dodatkowo można by to potraktować jako szeroko pojęte teksty "branżowe".
tagi:
komentarze