Maciej Plater-Zyberk
BLOG, PROJEKTY, PORTFOLIO

Siedząc dziś w kinie Helios na wrześniowym wydaniu FUTURE SHORTS'ów nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że widzom podano owinięty w ładną terminologię chłam.

Doceniam dobry, krótki metraż, jeśli tylko błyszczy dobrym montażem, świetnymi zdjęciami, doskonale uchwyconym tematem, bądź zaskakującą puentą. Jest wiele elementów, które dają produkcji filmowej "to coś". Niestety są i takie, w których po napisach końcowych czujemy konsternację... "chyba coś przespałem"...

Z tego wieczora, prócz na prawdę dobrej "Wojny", czy "PATH LIGHTS" na pewno zapamiętam tzw "filmy eksperymentalne". Jakkolwiek autor otrzymywał za nie 40 lat temu pokaźne nagrody, dla mnie były filmowym żulem, którego ktoś wyciągnął na siłę z bramy kiepskich filmików.

Kiedy to oglądałem, pomyślałem sobie (a było na to sporo czasu, jednym słowem: dłużyzna), że to pewnie doskonała ludzka logika pozwoliła komuś wybrać ze świńskiego pyska te "perełki" i postawić je obok reszty filmów w kolejce. Zdaje się, że określenie "filmu eksperymentalnego" jest zwykłą, niewyszukaną wymówką producenta/artysty dla wytłumaczenia "dzieła", które zapewne pochłonęło sporo czasu i pracy, a tak niestety wyszło marnie.

Trudno wyrzucić coś, co odebrało nam sporą część czasu na tej Ziemi, więc zamiast chować to do szuflady kreujemy coraz to bardziej wymyślne działy i kategorie, w których mieści się teraz dosłownie wszystko. Projekcje pana Zbigniewa Wróblewskiego widziałbym co najwyżej w zbiorze sampli do wizualek na chilloutową imprezę.
tagi: filmy (2)  future_shorts (1) 
komentarze